Aukcja może działać poprawnie technicznie, a mimo to nie przynieść rzeczywistej rywalizacji. System zarejestruje oferty i wyłoni zwycięzcę. Nie rozpozna jednak sam z siebie, czy firma zatrzymała cenę na granicy opłacalności, czy wcześniej obiecała konkurentowi, że ustąpi. To dwa różne wyjaśnienia tego samego zachowania widocznego na ekranie.
W komunikacie z 28 września UOKiK opisuje wpływ porozumień na wyniki 11 przetargów PGE Dystrybucja. Przy przebudowie sieci Garwolin–Żelechów pozostali uczestnicy mieli nie obniżać ceny, umożliwiając wygraną PHU Kurpiewski. W postępowaniach dotyczących punktów łącznikowych urząd wskazuje uzgadnianie zwycięzców i pozorną rywalizację. To ustalenia organu antymonopolowego, a nie prawomocny wyrok sądu. Przedsiębiorcom przysługuje odwołanie.
Mechanizm przedstawiony przez urząd nie wymagał wyłączenia platformy. Wystarczało uzgodnić zachowanie osób korzystających z niej. Wniosek redakcyjny jest węższy niż stwierdzenie, że e-przetargi nie działają: elektroniczna procedura porządkuje składanie ofert, lecz nie zastępuje kontroli tego, czy powstały niezależnie. Problemem nie jest sam ekran, ale możliwe ustalenia poza nim.
Nowa decyzja, przetargi z 2017 roku
Sentencja decyzji DOK-6/2026 pozwala uporządkować czas. Jej punkt IV wymienia dziesięć postępowań na punkty łącznikowe: siedem dla RE Jeziorna i trzy dla RE Legionowo. Ogłaszano je od 3 marca do 5 kwietnia 2017 r. Osobno opisano przebudowę sieci kolidującej z budową S17. Wrześniowa wiadomość dotyczy zatem nowej decyzji w sprawie dawnych zamówień, nie wykrycia jedenastu nowych przetargów z 2026 r.
Dziewięcioletni odstęp między rokiem ogłoszenia tych dziesięciu zamówień a rokiem decyzji nie mówi, ile trwało postępowanie UOKiK. Nie dowodzi też, że przez cały ten okres trwała ta sama praktyka. Z samej sentencji nie odtworzymy momentu pozyskania każdego dowodu. Rozróżnienie jest ważne: data ujawnienia rozstrzygnięcia nie może zastąpić dat zdarzeń.
Kara to nie rachunek strat
Zsumowanie dwóch grup kar daje 13 596 716,35 zł: 3 419 938,78 zł oraz 10 176 777,57 zł. Dokument wskazuje wpłatę sankcji do budżetu państwa. Nie przedstawia tej sumy jako wyliczenia szkody PGE ani nadpłaty odbiorców energii. Dzielenie jej przez jedenaście dałoby jedynie średnią arytmetyczną sankcji na liczbę postępowań, a nie koszt zmowy w pojedynczym zamówieniu.
Żeby oszacować stratę, trzeba byłoby odpowiedzieć na inne pytanie: jaka cena powstałaby przy rzeczywiście niezależnej konkurencji? Sama kwota kary tego nie rozstrzyga. W tym materiale nie wyliczamy więc podwyżki rachunku za prąd i nie przypisujemy odbiorcom konkretnej nadpłaty. Takie liczby bez danych o cenach, kosztach i rozliczeniach byłyby pozorną precyzją.
Trzy pytania zamiast liczenia ofert
Wytyczne OECD z 2025 r. proponują patrzenie na powtarzalne zachowania: naprzemienne wygrane, firmy regularnie składające przegrywające oferty, nietypowe wycofania oraz podobieństwa dokumentów. Jednocześnie przestrzegają, że sygnał nie jest dowodem. Wykonawca może nie startować z powodu braku mocy, a wysoka cena może wynikać z innej oceny kosztów. To ogólne wskazówki, nie dodatkowe ustalenia OECD w sprawie polskich firm.
Na tej podstawie proponujemy trzy pytania do analizy dokumentacji. Pierwsze: kto był obecny, a kto rzeczywiście poprawiał ofertę? Lista uczestników i historia postąpień opisują co innego. Warto je zestawić, lecz samo zaniechanie dalszej obniżki nie uzasadnia oskarżenia. Trzeba znać również warunki konkretnego zamówienia i ograniczenia wykonawcy.
Drugie: czy podobny układ powtarzał się przy porównywalnych zakupach? Robocza tabela powinna zestawiać datę, zakres prac, uczestników, ceny początkowe i końcowe oraz zwycięzcę. Porównanie remontu z nową budową bez uwzględnienia różnicy zakresu mogłoby stworzyć fałszywy alarm. To propozycja naszego warsztatu kontroli, nie tabela wyników, którą odtworzyliśmy dla tych jedenastu przetargów.
Trzecie: jakiego dokumentu brakuje, żeby rozstrzygnąć wątpliwość? Nietypowy wynik może wymagać historii aukcji, kosztorysu albo wyjaśnień dotyczących oferty. OECD zaleca zachowywanie dokumentów także przegranych ofert i przekazywanie podejrzeń właściwemu organowi; odradza uprzedzanie podejrzewanych uczestników, które mogłoby zagrozić dowodom. Analiza ryzyka ma prowadzić do sprawdzenia, nie do publicznego orzekania winy na podstawie wykresu.
Najbardziej użyteczna lekcja dla zamawiającego, lokalnego radnego czy czytelnika śledzącego inwestycję brzmi: pytajmy nie tylko, ile wpłynęło ofert, ale co świadczy o ich niezależności. Nie każdy nieruchomy cennik oznacza porozumienie. Nie każda pełna lista oferentów dowodzi konkurencji. Między tymi skrajnościami jest praca z dokumentami, której cyfrowa platforma może pomóc, lecz której nie wykona za kontrolujących.