GUS opublikował dwie listy największych dostawców Polski za dokładnie ten sam okres i dla tej samej łącznej wartości importu: 828,0 mld zł. Na pierwszej Niemcy odpowiadają za 18,9 procent importu, a Chiny za 15,6 procent. Na drugiej udział Niemiec rośnie do 25,4 procent, natomiast Chin spada do 9,8 procent. Obie listy są poprawne, ale odpowiadają na inne pytania.

Dwie oficjalne listy, dwa różne pytania

Pierwsze pytanie brzmi: skąd pochodzi towar? GUS przypisuje go do kraju, w którym został wytworzony, przetworzony lub poddany zmianie nadającej mu pochodzenie. Drugie brzmi: z jakiego kraju został wysłany do Polski? Tu liczy się terytorium, z którego towar trafił do kraju, niezależnie od jego pochodzenia. Fabryka, centrum dystrybucyjne i polski odbiorca nie muszą znajdować się w dwóch państwach. Często tworzą łańcuch obejmujący trzy lub więcej jurysdykcji.

Niemcy zyskują 53,8 mld zł, Chiny tracą 48,1 mld zł

Największą dodatnią różnicę ma w danych GUS właśnie kierunek niemiecki. Import według kraju wysyłki jest o 53,8 mld zł wyższy niż według pochodzenia. Udział Niemiec rośnie między ujęciami o 6,5 punktu procentowego. Ta nadwyżka nie oznacza fikcyjnego handlu. Pokazuje rolę niemieckich hurtowników, magazynów, zakładów dalszego przetwarzania i sieci dystrybucji, przez które do Polski mogą trafiać także towary pochodzące z innych państw.

Z różnic nie wolno odtworzyć konkretnej trasy

Dla Chin różnica ma przeciwny znak. Wartość towarów chińskiego pochodzenia wyniosła 129,1 mld zł, o 48,1 mld zł więcej niż import wysłany bezpośrednio z Chin wykazany na poziomie 81,0 mld zł. Udział Chin spada z 15,6 procent według pochodzenia do 9,8 procent według wysyłki. Jeżeli oceniamy zależność produkcyjną wyłącznie przez ostatni kraj dostawy, część chińskiego udziału znika z obrazu.

Nie wolno jednak połączyć tych dwóch luk prostym równaniem. Z tabel nie wynika, że 48,1 mld zł chińskich towarów przyjechało przez Niemcy ani że niemieckie 53,8 mld zł ponad pochodzenie składa się głównie z produktów z Chin. Do takiego wniosku potrzebne byłyby dane łączące w jednej obserwacji kraj pochodzenia, kraj wysyłki i kod produktu. GUS publikuje tu dwa oddzielne przekroje zagregowane, a nie mapę każdej trasy.

Logistyka europejska, pochodzenie bardziej globalne

Podobny efekt widać w Niderlandach, które są jednym z głównych europejskich węzłów portowych i dystrybucyjnych. Import pochodzenia niderlandzkiego miał wartość 32,5 mld zł, a wysłany z Niderlandów 57,8 mld zł. Różnica wynosi 25,3 mld zł, a udział kraju rośnie z 3,9 do 7,0 procent. Mniejsze dodatnie rozbieżności dotyczą między innymi Czech, Francji, Hiszpanii i Danii.

Suma tych przesunięć zmienia obraz całej Unii. Państwa UE odpowiadały za 53,0 procent polskiego importu mierzonego krajem pochodzenia, lecz za 68,3 procent mierzonego krajem wysyłki. To różnica 15,3 punktu procentowego. Mapa logistyczna pokazuje więc import jako znacznie bardziej europejski niż mapa produkcji. Dla państw rozwijających się zależność jest odwrotna: 32,9 procent według pochodzenia i 21,3 procent według wysyłki.

Kraj pochodzenia również nie jest metryką mówiącą, że wszystkie części produktu powstały w jednym miejscu. Reguły pochodzenia opierają się między innymi na całkowitym wytworzeniu albo odpowiednim przetworzeniu. Samochód może otrzymać pochodzenie kraju montażu, choć część elektroniki i surowców dostarczono z innych regionów. Ta statystyka przybliża miejsce ostatniej istotnej transformacji, a nie pełne drzewo dostaw.

Mimo tego ujęcie według pochodzenia jest lepszym punktem startu, gdy pytamy o ryzyko przemysłowe, cła, sankcje lub zależność od zdolności produkcyjnych danego państwa. Kraj wysyłki lepiej opisuje natomiast zależność od infrastruktury: portów, centrów przeładunkowych, magazynów, pośredników i korytarzy transportowych. Zakłócenie produkcji i blokada hubu logistycznego to dwa różne ryzyka, dlatego przedsiębiorstwo potrzebuje obu map.

Różnica jest ważna także przy prostych hasłach o skracaniu łańcuchów dostaw. Zakup od dostawcy zarejestrowanego w Niemczech może skrócić termin dostawy, rozliczenie i drogę reklamacji, ale nie musi przenieść produkcji bliżej Polski. Z drugiej strony towar europejskiego pochodzenia może zostać wysłany z innego kraju po konsolidacji w regionalnym magazynie. Adres kontrahenta, trasa przesyłki i pochodzenie celne opisują różne warstwy tej samej transakcji.

Co powinny sprawdzać firmy i państwo

GUS pokazuje też strukturę importu według grup towarowych. Maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy stanowiły 37,0 procent wartości, towary przemysłowe sklasyfikowane głównie według surowca 14,1 procent, różne wyroby przemysłowe 13,8 procent, a chemikalia i produkty pokrewne 13,7 procent. Nie można jednak na podstawie tego zestawienia przypisać niemieckiej lub chińskiej różnicy do elektroniki, samochodów czy farmaceutyków. Brakuje tu przecięcia produktu z obiema klasyfikacjami kraju.

Dla firm praktyczny audyt dostaw powinien zatem zawierać co najmniej cztery pola: producenta, kraj pochodzenia według dokumentacji celnej lub handlowej, kraj wysyłki oraz krytyczne komponenty. Sam kraj na fakturze nie wystarczy. Dopiero zestawienie tych informacji pozwala odróżnić wygodny europejski kanał zakupu od rzeczywistej dywersyfikacji produkcji.

Dla administracji i debaty publicznej wniosek jest podobny. Informacja o imporcie z Niemiec powinna wskazywać, czy chodzi o pochodzenie, wysyłkę, siedzibę kontrahenta czy wartość rozliczoną w handlu wewnątrzunijnym. Bez tej adnotacji jedna liczba może zostać użyta zarówno do opowieści o silnej integracji produkcyjnej z Niemcami, jak i do opowieści o zależności logistycznej. To nie są równoważne tezy.

Najbardziej użytecznym kolejnym krokiem byłaby publiczna tablica łącząca kraj pochodzenia i wysyłki z dwu- lub czterocyfrową grupą towarową, przy zachowaniu tajemnicy statystycznej. Pozwoliłaby sprawdzić, w których branżach europejskie huby najmocniej zasłaniają pozaeuropejską produkcję, a w których różnica wynika z regionalnej specjalizacji i dalszego przetwarzania. Dziś można zmierzyć skalę rozbieżności, ale nie jej dokładną zawartość.

Trzeba też pamiętać, że sierpniowa publikacja opisuje pierwsze sześć miesięcy 2026 roku, a zbiór jest otwarty. Wraz z napływem zgłoszeń celnych i INTRASTAT GUS koryguje wcześniejsze wartości. Różnice rzędu dziesiątek miliardów złotych są zbyt duże, by uznać je za skutek samych zaokrągleń, lecz ich dokładny poziom może zmienić się w kolejnych wydaniach.

Dwie mapy importu nie konkurują ze sobą. Mapa pochodzenia pokazuje, gdzie powstała ekonomiczna tożsamość towaru. Mapa wysyłki pokazuje, przez czyj system logistyczny dotarł do Polski. Dopiero czytane razem ujawniają, że europejski kanał dostawy może jednocześnie skracać drogę handlową i ukrywać dłuższy, globalny łańcuch produkcji.