Eurostat podał 18 sierpnia, że publiczne wydatki na edukację w Unii Europejskiej wyniosły w 2023 roku 4,7 procent PKB i nie zmieniły się po zaokrągleniu wobec poprzedniego roku. Najwyższe udziały odnotowano w Szwecji, Finlandii i Belgii, a najniższe w Rumunii, Grecji i na Malcie. Sam komunikat nie wymienia Polski, bo nasz wynik nie znajduje się na żadnym krańcu zestawienia.

W szczegółowym zbiorze Polska ma 4,54 procent PKB, a UE-27 4,65 procent. Różnica wynosi zaledwie 0,11 punktu procentowego. Na tej podstawie łatwo powiedzieć, że finansowanie polskiej edukacji jest bliskie unijnemu. Byłoby to jednak zdanie prawdziwe tylko w bardzo wąskim sensie: oba wyniki opisują część własnej gospodarki przeznaczoną na edukację, a nie ilość zasobów otrzymywanych przez jednego ucznia.

Jeden budżet, dwa mianowniki

Dlatego połączyliśmy dwa zestawy Eurostatu. EDUC_UOE_FINE06 mierzy publiczne wydatki jako część PKB. EDUC_UOE_FINE09 dzieli wydatki przez liczbę uczniów i studentów w przeliczeniu na pełny etat kształcenia, a następnie wyraża wynik w PPS, czyli wspólnej jednostce uwzględniającej różnice poziomu cen między krajami. Dopiero wspólny odczyt pokazuje zarówno wysiłek państwa, jak i realniejszą skalę środków przypadających na osobę uczącą się.

W drugim ujęciu Polska osiąga 6 543,8 PPS na ucznia, a UE 8 824,7 PPS. Różnica to 2 280,9 PPS, czyli 25,8 procent wyniku unijnego. Nie oznacza to, że każde polskie dziecko dostaje dokładnie o jedną czwartą mniej pieniędzy. Jest to średnia obejmująca edukację od przedszkola do studiów i uwzględniająca uczniów w przeliczeniu na pełny etat. Pokazuje jednak skalę, której prawie nie widać w porównaniu samych udziałów w PKB.

Największa luka pojawia się po podstawówce

Rozbicie na poziomy edukacji ujawnia jeszcze większe różnice. W edukacji przedszkolnej Polska wydaje 5 828 PPS na ucznia wobec 7 481 PPS w UE, a więc o 22,1 procent mniej. W szkołach podstawowych i niższych średnich jest to 7 009 wobec 8 249 PPS, czyli o 15,0 procent mniej. Na tym etapie polski wynik jest najbliższy średniej UE.

Największa luka pojawia się w połączonej kategorii szkół ponadpodstawowych i edukacji policealnej. Polski wynik to 4 848 PPS na ucznia, unijny 8 786 PPS. Różnica wynosi 44,8 procent. Nie należy tłumaczyć jej automatycznie płacami nauczycieli albo liczbą godzin. Kategoria ISCED 3-4 łączy różne typy kształcenia ogólnego i zawodowego, a systemy państw różnią się długością programów oraz sposobem przypisywania wydatków.

W szkolnictwie wyższym Polska wydaje 8 945 PPS na studenta wobec 11 232 PPS w UE, o 20,4 procent mniej. To wynik bliższy średniej niż w szkołach ponadpodstawowych, ale nadal wyraźnie niższy. Obejmuje wydatki publiczne przypisane do uczelni i studentów, nie zaś pełny obraz przychodów szkół wyższych z działalności badawczej, opłat prywatnych czy współpracy z biznesem.

Polska inaczej rozkłada część PKB

Równolegle zmienia się struktura wydatków liczona jako część PKB. Polska przeznacza na edukację przedszkolną 0,80 procent PKB wobec 0,57 procent w UE. Na szkoły podstawowe i niższe średnie przypada niemal tyle samo: 1,95 procent w Polsce i 1,98 procent w UE. Niższy polski udział widać w edukacji ponadpodstawowej i policealnej, 0,83 wobec 0,95 procent, oraz w szkolnictwie wyższym, 0,96 wobec 1,16 procent PKB.

To ważniejszy wniosek niż prosty ranking. Polska nie rozkłada niemal identycznej części PKB tak samo jak UE. Relatywnie większą część kieruje na etap przedszkolny, a mniejszą na dwa późniejsze etapy. Z samych danych nie wynika, czy jest to wybór optymalny. Wynik może odzwierciedlać liczbę dzieci i studentów, organizację placówek, wynagrodzenia, inwestycje, finansowanie samorządowe oraz konstrukcję całego systemu.

Podobieństwo udziału w PKB i różnica na ucznia nie są sprzecznością. Jeden procent mniejszej gospodarki oznacza inną kwotę niż jeden procent większej gospodarki. PPS ogranicza wpływ różnych cen, lecz nie usuwa całej różnicy poziomu rozwoju i zasobów publicznych. Znaczenie ma też liczba osób uczących się w relacji do liczby mieszkańców oraz to, jak długo pozostają w poszczególnych etapach edukacji.

Różnica na ucznia utrzymuje się od lat

Luka nie pojawiła się wyłącznie w 2023 roku. W każdym roku od 2019 do 2023 polski wydatek na ucznia w PPS stanowił od około 73 do 76 procent wyniku UE. W 2019 roku było to 5 671 PPS wobec 7 744 PPS, a cztery lata później 6 544 wobec 8 825 PPS. Oba wyniki rosły, ale relacja Polski do średniej unijnej pozostawała podobna.

Nie należy jednak traktować wzrostu kwot PPS jak prostego wzrostu jakości albo realnych nakładów rok do roku. PPS służy przede wszystkim do porównań przestrzennych, a wartości mogą zmieniać się wraz z cenami, kursem gospodarki i metodą przeliczenia. Bez dodatkowego wskaźnika cen oraz danych o rodzaju wydatków nie można powiedzieć, jaka część wzrostu przełożyła się na większą liczbę nauczycieli, lepsze wyposażenie czy dodatkowe zajęcia.

Podobna ostrożność dotyczy spadku udziału wydatków w PKB po pandemii. W Polsce wskaźnik zmalał z 4,85 procent w 2020 roku do 4,54 procent w 2023 roku, a w UE z 5,02 do 4,65 procent. Nie jest to automatycznie dowód nominalnych cięć. Udział może maleć również wtedy, gdy PKB rośnie szybciej od wydatków, a rok 2020 był zaburzony zarówno zmianą gospodarki, jak i nadzwyczajnymi kosztami działania instytucji.

Nakłady nie są jeszcze wynikiem szkoły

Dane nie rozstrzygają też, czy pieniądze są wydawane skutecznie. Ten sam wydatek na ucznia może finansować różną liczbę godzin, wynagrodzenia o innej sile przyciągania pracowników, transport szkolny, ogrzewanie małych placówek albo inwestycje. Do oceny efektów potrzebne są osobno wyniki nauczania, dostępność specjalistów, nierówności terytorialne, warunki pracy nauczycieli, infrastruktura i dostęp uczniów do wsparcia.

Polskie statystyki GUS dodatkowo przypominają, że pod jedną kategorią edukacji kryją się placówki o bardzo różnej skali i funkcji. Przedszkole, szkoła podstawowa, technikum, szkoła policealna i uczelnia nie mają tej samej struktury kosztów. Porównanie Eurostatu jest użyteczne, bo porządkuje je według wspólnej klasyfikacji ISCED, ale nie zastępuje krajowego rachunku pokazującego, za jakie usługi i w jakich miejscach faktycznie zapłacono.

Jakiej informacji nadal brakuje

Dla debaty publicznej wynik niesie dwie korekty. Po pierwsze, zdanie, że Polska przeznacza na edukację znacznie mniejszą część PKB niż UE, nie znajduje potwierdzenia w danych za 2023 rok. Po drugie, podobny udział w PKB nie daje podstaw do wniosku, że uczniowie dysponują podobnymi zasobami. Wskaźnik na ucznia pozostaje niższy o około jedną czwartą, a na niektórych etapach różnica jest większa.

Najbardziej użyteczne pytanie nie brzmi więc: który pojedynczy procent jest prawdziwy? Oba są prawdziwe. Trzeba pytać, czy Polska chce tylko utrzymywać podobny wysiłek względem własnej gospodarki, czy również zmniejszać lukę zasobów na ucznia oraz korygować różnice między etapami edukacji. Do odpowiedzi potrzebny jest publiczny panel łączący wydatki, liczbę uczniów, koszty jednostkowe i efekty, zamiast corocznej licytacji jedną zbiorczą kwotą.

Dzisiejsze dane nie są werdyktem o polskiej szkole. Są testem uczciwości argumentów. Kto pokazuje wyłącznie udział w PKB, pomija lukę na ucznia. Kto pokazuje wyłącznie kwotę na ucznia, pomija możliwości gospodarki i strukturę systemu. Rzetelna ocena zaczyna się dopiero wtedy, gdy oba wskaźniki stoją obok siebie, a ich ograniczenia są nazwane wprost.