Interoperacyjność oznacza zdolność różnych systemów, urzędów i rejestrów do współpracy. Nie chodzi tylko o połączenie kabli albo API. Chodzi o wspólne znaczenie danych, standardy, procedury, bezpieczeństwo i odpowiedzialność za to, że informacja przekazana przez jedną instytucję może być poprawnie użyta przez inną.
Mniej zaświadczeń, więcej odpowiedzialności państwa
Dla obywatela efekt powinien być prosty: mniej zaświadczeń, mniej przepisywania tych samych informacji, mniej pytań o dane, które państwo już posiada. Jeśli urząd wymaga dokumentu od innego urzędu, to często znaczy, że ciężar słabej organizacji spada na człowieka stojącego w kolejce albo klikającego formularz.
Systemy muszą rozumieć dane tak samo
Dla administracji interoperacyjność jest trudna, bo wymaga porządkowania starych systemów, definicji i odpowiedzialności. Ten sam termin może znaczyć coś innego w dwóch bazach danych. Adres, status sprawy, data, numer identyfikacyjny albo kategoria przedsiębiorcy muszą być rozumiane tak samo, inaczej cyfryzacja tworzy nowe błędy szybciej niż papier.
Unia Europejska rozwija Interoperable Europe Act, aby wzmacniać współpracę cyfrową administracji publicznych. To ważne zwłaszcza przy usługach transgranicznych: firmach działających w kilku państwach, uznawaniu dokumentów, zamówieniach, zdrowiu, edukacji i przepływie danych między instytucjami.
Interoperacyjność ma też wymiar bezpieczeństwa. Im więcej systemów rozmawia ze sobą, tym większe znaczenie mają kontrola dostępu, logowanie operacji, minimalizacja danych i odporność na błędy. Dobre państwo cyfrowe nie polega na tym, że każdy urząd widzi wszystko. Polega na tym, że właściwa instytucja ma właściwe dane we właściwym celu.
Cyfrowa fasada nie wystarczy
Największym ryzykiem jest cyfrowa fasada. Obywatel widzi ładny formularz, ale za nim pracownik urzędu nadal ręcznie przepisuje dane albo wysyła plik do innego systemu. Wtedy administracja jest cyfrowa na wejściu, lecz analogowa w środku. To poprawia wizerunek, ale nie zawsze skraca proces.
Dlatego interoperacyjność jest nudnym słowem, którego nie warto lekceważyć. To od niej zależy, czy cyfrowe usługi publiczne będą realnym uproszczeniem, czy tylko nową warstwą na starym chaosie. Dla obywatela najlepsza administracja to często taka, której nie musi odwiedzać, bo sama umie połączyć fakty.