NASA przygotowuje nietypową operację ratunkową dla orbitalnego obserwatorium Neil Gehrels Swift. Satelita, wystrzelony w 2004 roku do badania rozbłysków gamma, stopniowo obniża orbitę pod wpływem szczątkowej atmosfery. Agencja wybrała prywatną firmę Katalyst Space Technologies, która ma spróbować zbliżyć się do teleskopu i podnieść go na bezpieczniejszą wysokość.
Teleskop bez portu serwisowego
Swift nie został zaprojektowany z myślą o serwisowaniu. Nie ma standardowego portu dokującego ani uchwytu przygotowanego dla pojazdu naprawczego. Misja wymaga więc autonomicznego podejścia do obracającego się obiektu, bezpiecznego połączenia z jego konstrukcją i wykonania manewru bez uszkodzenia instrumentów.
System alarmowy dla astronomów
Obserwatorium jest szczególnie cenne dzięki szybkości reakcji. Gdy wykrywa rozbłysk gamma, niemal natychmiast kieruje teleskopy rentgenowski i ultrafioletowy na źródło. Wysyła też pozycję do obserwatoriów na Ziemi i w kosmosie, pozwalając wielu instrumentom śledzić zjawisko od pierwszych minut.
Rozbłyski gamma są związane między innymi z zapadaniem się masywnych gwiazd i zderzeniami gwiazd neutronowych. Ich obserwacje pomagają badać powstawanie czarnych dziur, produkcję ciężkich pierwiastków oraz zachowanie materii w ekstremalnych warunkach. Swift wykrył ponad tysiąc takich zdarzeń i stał się częścią globalnego systemu alarmowego astronomii.
Orbita satelity obniża się szybciej w okresach zwiększonej aktywności Słońca. Podgrzana górna atmosfera rozszerza się i zwiększa opór działający na obiekty znajdujące się kilkaset kilometrów nad Ziemią. Bez interwencji obserwatorium może w kolejnych latach wejść w coraz gęstsze warstwy atmosfery i utracić możliwość prowadzenia badań.
Test nowego rynku usług orbitalnych
Operacja będzie miała znaczenie większe niż ocalenie jednego teleskopu. Na orbicie działają liczne satelity, które zachowują wartość naukową lub komercyjną, lecz kończy im się paliwo albo nie mają możliwości korekty wysokości. Tani i powtarzalny sposób przedłużania ich życia mógłby ograniczyć koszt budowy następców oraz ilość kosmicznych odpadów.
Ryzyko jest jednak istotne. Nieudane zbliżenie może wprawić teleskop w niekontrolowany obrót, uszkodzić panele słoneczne albo stworzyć dodatkowe fragmenty na orbicie. Zespół będzie musiał bardzo dokładnie odtworzyć kształt i ruch satelity oraz zaplanować procedurę przerwania podejścia.
NASA traktuje przedsięwzięcie również jako demonstrację usług orbitalnych kupowanych od prywatnego sektora. Zamiast projektować własny pojazd od podstaw, agencja zamawia rezultat. Jeśli misja się powiedzie, podobny model może być stosowany przy innych satelitach rządowych i komercyjnych.