OECD opisuje rynek pracy odporny, lecz coraz mniej rozpędzony. Średnia stopa bezrobocia wyniosła w maju 4,9 proc., zatrudnienie było blisko rekordu, ale tempo tworzenia miejsc pracy spowolniło. W jednej trzeciej państw realne płace nadal nie wróciły do poziomu z początku 2021 r., sprzed skoku inflacji. Dobra liczba zatrudnionych nie gwarantuje więc równie dobrej siły nabywczej.

Średnia krajowa wygładza dwa różne światy

Najważniejszy rozdział raportu dotyczy miejsca zamieszkania. Stolice i duże ośrodki zwykle oferują więcej pracy, większą różnorodność stanowisk i wyższe dochody. Region oparty na jednym zakładzie może przez lata wyglądać stabilnie, a po zamknięciu fabryki stracić jednocześnie płace, dostawców i perspektywę dla młodych. Krajowa średnia wygładza oba doświadczenia w jeden wskaźnik.

Polska pojawia się w raporcie obok Niemiec jako państwo, w którym wschodnie regiony nie domknęły luki zatrudnienia wobec reszty kraju. Nie jest to wyłącznie podział wschód–zachód. Znaczenie ma także odległość od metropolii, jakość transportu, struktura przemysłu i obecność uczelni. Powiat położony blisko dużego miasta może w praktyce należeć do jego rynku pracy, jeśli dojazd jest szybki i przewidywalny.

Sama mobilność ma ograniczenia. OECD zauważa, że niewiele osób przeprowadza się z regionów o niskim zatrudnieniu do tych o wysokim, a robią to często ludzie najbardziej zdolni do znalezienia pracy. Dla regionu wyjazd absolwenta poprawia sytuację tej osoby, lecz może pogłębić lokalny problem: zostaje mniej przedsiębiorców, specjalistów i podatników zdolnych tworzyć kolejne miejsca pracy.

Przeprowadzka ma też koszt wejścia. Wyższa pensja w metropolii może zostać zjedzona przez czynsz, dojazdy i opiekę nad dzieckiem. Dlatego porównanie wynagrodzeń bez kosztu mieszkania bywa równie mylące jak stopa bezrobocia bez odległości do pracy. Dwie osoby o tej samej pensji netto mogą mieć zupełnie inną swobodę finansową, jeśli jedna mieszka w odziedziczonym domu, a druga wynajmuje pokój w dużym mieście.

Przenieść ludzi czy przenieść pracę?

Pierwszą odpowiedzią jest „przenieść ludzi do miejsc pracy”: poprawić informację o wakatach, doradztwo, szkolenia i pomoc w relokacji. To działa, gdy barierą jest brak wiedzy lub jednorazowy koszt przeprowadzki. Nie rozwiązuje jednak opieki nad starszym rodzicem, braku mieszkania ani sytuacji rodziny, w której tylko jedna osoba może znaleźć pracę w nowym miejscu.

Druga odpowiedź brzmi „przenieść miejsca pracy do ludzi”. Inwestycja publiczna, filia uczelni albo dobre połączenie kolejowe mogą poszerzyć lokalny rynek. Ryzykiem jest kosztowna fabryka zbudowana wyłącznie dzięki dotacji, która po kilku latach znika. Trwała polityka regionalna musi tworzyć sieć dostawców, kompetencje i kilka źródeł zatrudnienia, by region nie zależał od jednej decyzji zarządu.

Technologia nie usuwa mapy

Praca zdalna miała częściowo unieważnić geografię. Zrobiła to tylko dla części zawodów, przede wszystkim usług opartych na wiedzy. Nie da się zdalnie obsługiwać magazynu, pacjenta, hotelu ani linii produkcyjnej. Co więcej, zdalny pracownik może mieszkać w mniejszym mieście i wydawać tam pensję, ale jego firma, podatki i ścieżka awansu nadal bywają związane z metropolią.

Technologia również rozkłada się nierówno. Automatyzacja może zwiększyć produktywność zakładu i utrzymać go w regionie mimo braku pracowników. Może też zmniejszyć liczbę stanowisk łatwych do wejścia i pozostawić popyt na wąską grupę techników. Najbardziej narażone miejsca to te, w których wiele osób wykonuje podobne rutynowe zadania, a alternatywna praca wymaga innych kwalifikacji lub długiego dojazdu.

Polska debata o rynku pracy powinna więc zejść poniżej poziomu województwa. Przydatne są dane o czasie dojazdu, liczbie ofert dostępnych w 45 minut, relacji płacy do kosztu mieszkania i udziale jednego pracodawcy w lokalnym zatrudnieniu. Dopiero taki zestaw pokazuje, czy mieszkaniec ma wybór, czy tylko jedną możliwość, której utrata oznacza wyjazd.

Podobnie trzeba projektować szkolenia. Ten sam kurs nie pomoże regionowi przemysłowemu, miejscowości turystycznej i powiatowi otaczającemu metropolię. OECD podkreśla, że zwrot z umiejętności zależy od zawodu, organizacji pracy i jakości programu. Lokalna polityka nie powinna więc zaczynać się od liczby miejsc na szkoleniu, lecz od sprawdzenia, jakie stanowiska powstaną w zasięgu dojazdu i czy zdobyta kwalifikacja daje pracownikowi więcej niż jednego potencjalnego pracodawcę.

Niskie bezrobocie pozostaje sukcesem i nie należy go umniejszać. Błędem byłoby jednak uznać je za dowód, że polityka regionalna wykonała zadanie. Rynek pracy jest naprawdę silny wtedy, gdy utrata jednego stanowiska nie wymaga zmiany całego życia. W części Polski ta odporność nadal jest znacznie mniejsza niż sugeruje krajowa średnia.