Komisja Europejska 16 lipca wydała Google dwa zestawy wiążących środków wykonawczych w ramach DMA. Pierwszy dotyczy równego dostępu konkurencyjnych usług AI do funkcji urządzeń z Androidem, drugi - dostępu wyszukiwarek do danych gromadzonych przez Google Search.
Domyślne ustawienie jest przewagą
W praktyce spór dotyczy domyślności. Usługa ustawiona jako pierwsza na telefonie ma ogromną przewagę, bo większość ludzi nie zmienia ustawień, nawet jeśli istnieje lepsza alternatywa. Regulacja nie ma nakazać konkretnego asystenta; ma ograniczyć sytuację, w której rywal nie może technicznie konkurować.
Dostęp do danych wyszukiwania jest równie ważny. Wyszukiwarka staje się lepsza, gdy rozumie, czego ludzie szukają i jak reagują na wyniki. Jeśli tylko jeden podmiot posiada takie dane na dużą skalę, nowa wyszukiwarka może mieć dobry pomysł, ale nie ma materiału, by go sprawdzić.
Dane bez oddawania prywatności
Ochrona prywatności pozostaje granicą. Dane nie mogą być po prostu przekazane w formie pozwalającej śledzić ludzi. Najtrudniejsze jest stworzenie reguł, które dają konkurencji użyteczne informacje, a nie otwierają drzwi do masowego profilowania.
Do Sedna: wybór technologiczny nie zaczyna się na ekranie ustawień. Zaczyna się wcześniej - w tym, kto ma dostęp do funkcji, danych i kanału dotarcia do użytkownika.
W przypadku asystentów AI stawka rośnie, bo nie są one kolejną ikoną na ekranie. Mogą korzystać z mikrofonu, kalendarza, wiadomości i funkcji urządzenia. Jeśli konkurent ma dostęp tylko do części tych możliwości, użytkownik formalnie ma wybór, ale praktycznie porównuje produkt kompletny z produktem ograniczonym przez platformę.
Europejska decyzja nie przesądza, że rywale Google od razu stworzą lepsze usługi. Usuwa jednak część przeszkody, której nie da się pokonać samym dobrym kodem. To ważne rozróżnienie: prawo nie ma obiecać sukcesu, lecz sprawdzić, czy porażka wynika z preferencji użytkowników, czy z zamkniętej bramy.
Dla użytkownika skutki będą widoczne powoli, w ustawieniach domyślnych i w tym, jakie aplikacje mogą współpracować z telefonem. Właśnie tam często rozstrzyga się konkurencja cyfrowa: nie w spektakularnym procesie, tylko w drobnym ograniczeniu, którego większość osób nigdy nie zobaczy.