Oliwia Olejniczak została nieprawomocnie skazana za słowa wypowiedziane 19 lipca 2025 r. podczas manifestacji „Stop imigracji” na Rynku Wielkim w Zamościu. Według relacji Faktu, powołującej się na Dziennik Wschodni, sąd uznał, że jej wystąpienie nie było jedynie ostrą wypowiedzią polityczną ani wyrażeniem obaw przed migracją, lecz przekroczyło granicę przewidzianą w art. 256 § 1 Kodeksu karnego.

Wyrok jest nieprawomocny

Wyrok nie jest prawomocny, a obrona zapowiada odwołanie. To ważne zastrzeżenie, bo sprawa nie jest jeszcze zamknięta. Na tym etapie można jednak powiedzieć jedno: sąd pierwszej instancji uznał, że język użyty podczas zamojskiej manifestacji nie mieścił się w granicach dopuszczalnej debaty publicznej.

Sprawa zaczęła się od nagrania z manifestacji, które trafiło do internetu i wywołało reakcję prokuratury. Olejniczak, związana z Młodzieżą Wszechpolską, mówiła ze sceny o imigrantach, osobach czarnoskórych i muzułmanach w sposób, który prokuratura uznała za nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, rasowym i wyznaniowym. Oskarżona nie przyznawała się do winy.

Według relacji Faktu sąd wymierzył jej 3 tys. zł grzywny. Wyrok ma też zostać podany do publicznej wiadomości przez sześć miesięcy na tablicach ogłoszeń Sądu Rejonowego i Urzędu Miasta Zamość. To nie jest kara symbolicznie obojętna. Publiczne ogłoszenie wyroku ma pokazać lokalnej społeczności, że język nienawiści w przestrzeni publicznej nie jest tylko emocjonalną wypowiedzią bez konsekwencji.

Nie sama krytyka migracji była problemem

Ta precyzja jest ważna także dlatego, że podobne sprawy bardzo łatwo stają się paliwem politycznym. Jedna strona widzi wyłącznie walkę z rasizmem, druga wyłącznie próbę uciszenia przeciwników migracji. Tymczasem sąd powinien odpowiadać na węższe pytanie: czy konkretne słowa, wypowiedziane w konkretnym miejscu i do konkretnej publiczności, mogły wzmacniać nienawiść wobec grup chronionych przez prawo.

Najważniejsze w tej sprawie nie jest to, że ktoś krytykował migrację. Krytyka polityki migracyjnej, decyzji rządu, działań samorządu albo unijnych regulacji musi być w demokracji dopuszczalna. Można sprzeciwiać się przyjmowaniu migrantów, można mówić o kosztach, bezpieczeństwie i napięciach społecznych. Problem zaczyna się wtedy, gdy krytyka polityki zamienia się w zbiorowe oskarżenie wobec ludzi określonych rasą, pochodzeniem lub religią.

Obrona mówi o wolności słowa

Właśnie dlatego wyrok z Zamościa jest ważny. Nie zamyka debaty o migracji. Przeciwnie: przypomina, że debata ma granice. Państwo nie powinno karać za poglądy, nawet ostre i niepopularne. Ale ma obowiązek reagować, gdy publiczna wypowiedź wzmacnia wrogość wobec całych grup ludzi i przedstawia je jako zagrożenie z samego faktu, kim są.

Obrona Olejniczak i wspierające ją środowiska przedstawiają sprawę jako atak na wolność słowa. Konfederacja i Młodzież Wszechpolska podnoszą, że sąd miał odnosić się między innymi do hasła „Polak w Polsce gospodarzem” oraz do sformułowań dotyczących obaw przed przestępczością. Ten argument będzie zapewne jednym z głównych elementów apelacji.

Teraz najważniejsze będzie uzasadnienie

Ale wolność słowa nie działa w próżni. Chroni prawo do poglądów, ocen i krytyki. Nie oznacza jednak prawa do odczłowieczania innych ani do przedstawiania całych grup jako naturalnych sprawców przemocy. Jeżeli sąd uznał, że właśnie taki był sens i efekt wystąpienia, to potraktowanie sprawy poważnie jest uzasadnione.

Kluczowe będzie pisemne uzasadnienie wyroku. Dopiero ono pokaże dokładnie, które fragmenty wystąpienia, w jakim kontekście i z jakiego powodu sąd uznał za karalne. To szczególnie ważne w sprawach dotyczących art. 256 Kodeksu karnego, bo granica między ostrą retoryką polityczną a nawoływaniem do nienawiści musi być wyjaśniana precyzyjnie. Inaczej każda strona sporu zobaczy tylko to, co chce zobaczyć.

W sprawach o mowę nienawiści szczególnie niebezpieczne są skróty. Jeżeli w debacie publicznej zostanie tylko hasło o skazaniu za poglądy, zniknie treść wystąpienia. Jeżeli zostanie tylko etykieta rasizmu, zniknie wymóg dokładnego uzasadnienia. Państwo prawa potrzebuje obu rzeczy naraz: nazwania języka, który rani i stygmatyzuje, oraz jasnego wyjaśnienia, dlaczego reakcja karna była konieczna.

Dla zwolenników Olejniczak wyrok będzie dowodem na represje wobec prawicy. Dla jej krytyków może być prostym potwierdzeniem, że rasistowski język został ukarany. Najuczciwsza ocena jest bardziej wymagająca: dobrze, że sąd potraktował tę sprawę serio, ale równie ważne jest, aby uzasadnienie jasno pokazało, że kara dotyczy nie poglądu o migracji, lecz konkretnego sposobu mówienia o ludziach.

W tym sensie nieprawomocny wyrok z Zamościa może mieć znaczenie wykraczające poza jedną działaczkę i jedną manifestację. Polska debata o migracji będzie coraz ostrzejsza. Tym bardziej potrzebuje reguły minimalnej: można spierać się o granice, procedury, koszty i bezpieczeństwo, ale nie wolno zamieniać grup ludzi w zbiorowego wroga.