Czasowe ograniczenie prawa do złożenia wniosku o ochronę międzynarodową na granicy polsko-białoruskiej pozostaje jednym z najbardziej spornych instrumentów polityki migracyjnej. Mechanizm obowiązuje od 27 marca 2025 roku i może być przedłużany na kolejne okresy nie dłuższe niż 60 dni po uzyskaniu zgody Sejmu. Rząd uzasadnia jego utrzymanie działaniami władz Białorusi i zorganizowanym kierowaniem migrantów na granicę.
Ograniczenie nie oznacza formalnie odmowy każdej osobie. Ustawa przewiduje grupy, wobec których wniosek powinien zostać przyjęty, między innymi dzieci bez opieki, kobiety ciężarne, osoby wymagające szczególnego traktowania oraz osoby realnie zagrożone poważną krzywdą w państwie, z którego przybyły. Skuteczność tej ochrony zależy jednak od szybkiego rozpoznania sytuacji przez funkcjonariusza.
Co już wiadomo
Rozporządzenie z 18 maja 2026 roku przedłużyło ograniczenie o kolejne 60 dni, licząc od 21 maja. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazuje, że mechanizm był wcześniej przedłużany sześciokrotnie i obowiązuje nieprzerwanie od ponad roku. To pokazuje, że instrument zaprojektowany jako czasowy stał się stałym elementem działania państwa na tym odcinku granicy.
Z perspektywy rządu mechanizm ogranicza skuteczność operacji hybrydowej. Jeżeli przekroczenie granicy automatycznie otwiera długą procedurę pobytową, organizatorzy szlaku mogą wykorzystywać ochronę międzynarodową jako element modelu przemytu. Ograniczenie ma zmniejszać tę zachętę i pozwalać służbom koncentrować się na ochronie granicy oraz identyfikacji osób stanowiących zagrożenie.
Krytycy wskazują, że prawo do ubiegania się o ochronę wynika nie tylko z polskiej ustawy, lecz także z konstytucji, prawa Unii Europejskiej i zobowiązań międzynarodowych. Rzecznik Praw Obywatelskich od początku zgłaszał zastrzeżenia do konstrukcji ograniczenia. Po ponad roku pyta, czy środek, który miał być czasowy, nie staje się trwałym sposobem prowadzenia polityki granicznej.
Odnosząc się do przedłużającego się ograniczenia, warto rozważyć, czy nie należałoby zastąpić go innym, mniej dotkliwym
— napisał Marcin Wiącek, Rzecznik Praw Obywatelskich. Rzecznik nie kwestionuje potrzeby ochrony granicy, lecz domaga się oceny proporcjonalności środka. Źródło wypowiedzi
Co to zmienia
Największe ryzyko dotyczy osób, których szczególnej sytuacji nie da się rozpoznać podczas krótkiego kontaktu. Trauma, choroba, bariera językowa albo zależność od przemytnika mogą utrudnić przekazanie informacji. System powinien więc zapewniać tłumaczenie, ocenę medyczną i możliwość ponownej weryfikacji decyzji, zwłaszcza gdy pojawią się nowe okoliczności.
Bezpieczeństwo granicy i prawo do ochrony nie muszą być traktowane jak cele całkowicie sprzeczne. Państwo może wzmacniać zaporę, rozpoznanie wywiadowcze oraz ściganie organizatorów przemytu, a jednocześnie prowadzić indywidualną ocenę osób znajdujących się w sytuacji szczególnego zagrożenia. Problemem pozostają zasoby, tempo postępowania i kontrola nad stosowaniem wyjątków.
Debata powinna teraz dotyczyć warunków zakończenia ograniczenia. Jeżeli instrument jest przedłużany, opinia publiczna potrzebuje danych pokazujących jego skuteczność, skalę zagrożenia i jakość procedury wyjątków. Bez jasnych kryteriów czasowe rozwiązanie może trwać bez wyraźnego punktu, w którym państwo uzna, że można wrócić do zwykłych zasad.