Europejska Rada ds. Usług Cyfrowych i Komisja publikują raport co roku, aby wskazać najczęstsze i najpoważniejsze ryzyka bardzo dużych platform oraz wyszukiwarek. Katalog obejmuje nielegalne treści, naruszenia praw podstawowych, bezpieczeństwo publiczne, wybory, przemoc ze względu na płeć, zdrowie, ochronę małoletnich i dobrostan psychiczny. Tegoroczna edycja szczególnie akcentuje dzieci i młodych ludzi.
Legalna treść może tworzyć systemową szkodę
To szersze podejście niż klasyczne pytanie: „czy ten post łamie regulamin?”. Ryzyko systemowe może powstać nawet wtedy, gdy każda pojedyncza treść jest legalna. Jeśli algorytm nagradza coraz bardziej skrajne materiały, a interfejs utrudnia przerwanie korzystania, szkoda wynika z układu bodźców i skali, nie z jednego filmu. DSA zobowiązuje największe usługi do rozpoznawania takich mechanizmów i ograniczania ich skutków.
Platformy opisują stosowane zabezpieczenia: zmianę rekomendacji, kontrolę reklam, narzędzia zgłaszania, ustawienia prywatności czy rozwiązania dla kont małoletnich. Raport porządkuje te praktyki, ale ostrożnie nie nazywa ich jeszcze „najlepszymi”. To ważna uczciwość metodologiczna. Sam fakt uruchomienia funkcji nie dowodzi, że działa ona w realnym środowisku, w wielu językach i wobec użytkowników próbujących obejść zabezpieczenia.
Największa asymetria leży w danych. Firma widzi pełną historię rekomendacji, czas oglądania, eksperymenty interfejsu i zachowanie użytkownika po każdej zmianie. Regulator zwykle otrzymuje raport, audyt i wycinek informacji. Badacz z zewnątrz może obserwować publiczne treści, ale bez danych o tym, komu i dlaczego je pokazano, trudno odróżnić marginalny materiał od zjawiska wzmacnianego przez system.
49 wniosków otwiera najważniejszy test DSA
DSA ma tę lukę zmniejszyć poprzez dostęp dla zweryfikowanych badaczy. Według Komisji do 19 maja koordynatorzy otrzymali 49 wniosków, głównie dotyczących mediów społecznościowych, nielegalnych treści, przejrzystości reklam i funkcji AI. Liczba jest jeszcze mała w porównaniu ze skalą platform, ale ważniejszy będzie precedens: jakie dane zostaną udostępnione, w jakim czasie i z jakimi ograniczeniami.
Ochrona prywatności stanowi realny kontrargument. Surowe dane rekomendacyjne mogą ujawniać wrażliwe zachowania, poglądy, stan zdrowia lub seksualność użytkownika. Nie można po prostu otworzyć bazy wszystkim zainteresowanym. System musi łączyć weryfikację badacza, bezpieczne środowisko analityczne, minimalizację danych i możliwość publikacji wniosków bez ujawniania osób.
Weryfikacja wieku nie naprawi całego produktu
W przypadku dzieci problem staje się szczególnie pilny. Komisja wskazuje, że w badaniu obejmującym sześć państw 24 proc. osób w wieku 14–17 lat deklarowało kontakt z pornografią co najmniej raz w tygodniu. Weryfikacja wieku może ograniczyć dostęp do treści dla dorosłych, ale nie rozwiąże cyberprzemocy, projektowania uzależniającego ani rekomendacji szkodliwych materiałów na usługach przeznaczonych dla nastolatków.
Dlatego unijne wytyczne idą dalej niż ekran z datą urodzenia. Mówią o prywatnych kontach domyślnych, większej kontroli nad rekomendacjami, możliwości blokowania użytkowników, ograniczeniu niechcianych pobrań treści i wyłączaniu części bodźców, takich jak potwierdzenia odczytu. Każdy z tych elementów zmienia architekturę produktu, a więc może zderzać się z celem biznesowym: utrzymaniem uwagi.
Nadzór musi również działać w mniejszych językach. System może dobrze rozpoznawać ryzykowne treści po angielsku, a znacznie słabiej po polsku, litewsku czy słowacku. Średnia europejska ukryje tę różnicę. Audyt powinien więc sprawdzać nie tylko liczbę usunięć, lecz jakość rekomendacji i reakcji w konkretnych językach oraz grupach wiekowych.
Potrzebna jest także miara skutku, a nie wyłącznie aktywności. Platforma może zatrudnić więcej moderatorów i usunąć więcej materiałów, a jednocześnie kierować szkodliwe rekomendacje do mniejszej, szczególnie podatnej grupy. Liczba interwencji wtedy rośnie, lecz ryzyko niekoniecznie maleje. Uczciwa ocena wymaga punktu odniesienia sprzed zmiany, danych po jej wdrożeniu i informacji o tym, które grupy użytkowników skorzystały. Bez takiego porównania łatwo pomylić rozbudowę procedury z poprawą bezpieczeństwa.
DSA daje użytkownikowi więcej praw: informacje o moderacji, możliwość odwołania, biblioteki reklam i zakaz profilowanych reklam kierowanych do małoletnich. To realne narzędzia, ale działają głównie po zetknięciu z problemem. Ryzyko systemowe wymaga działania wcześniej, zanim wzorzec rekomendacji przerodzi się w szkodę dla tysięcy osób.
Odwołanie nie jest przy tym pustą formalnością. W pierwszej połowie 2025 r. unijne organy pozasądowego rozstrzygania przeanalizowały ponad 1800 sporów dotyczących Facebooka, Instagrama i TikToka, a w 52 proc. zakończonych spraw odwróciły decyzję platformy, przywracając treść lub konto. To sygnał, że automatyczna i wewnętrzna moderacja popełnia istotne błędy. Kontrola pojedynczej decyzji już działa; znacznie trudniejsze pozostaje sprawdzenie całego strumienia rekomendacji.
Drugi raport pokazuje dojrzewanie europejskiego nadzoru. Instytucje przestały zakładać, że platforma jest neutralną tablicą ogłoszeń. Nadal brakuje jednak publicznie sprawdzalnego połączenia między wskazanym ryzykiem, konkretną zmianą produktu i zmierzonym rezultatem. Bez tego raport może stać się katalogiem problemów i obietnic, a nie rachunkiem skuteczności.