Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że odbierze Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego, najwyższe polskie odznaczenie państwowe. Powodem ma być decyzja ukraińskiego prezydenta o nadaniu jednej z jednostek Sił Operacji Specjalnych imienia Ukraińskiej Powstańczej Armii. To formacja, która w polskiej pamięci historycznej pozostaje nierozerwalnie związana z rzezią wołyńską i zbrodniami na Polakach w czasie II wojny światowej.

Nie da się uczciwie opisać tej sprawy, udając, że polska reakcja na UPA jest przesadą. Dla wielu rodzin Wołyń nie jest hasłem z podręcznika, ale nieprzepracowaną stratą, brakiem grobów, oczekiwaniem na ekshumacje i poczuciem, że państwo ukraińskie zbyt często używa symboli, które dla Polaków znaczą coś zupełnie innego niż dla części Ukraińców.

Nawrocki uzasadniał decyzję pamięcią o zbrodniach popełnionych na obywatelach II Rzeczypospolitej. Dla większości polskiego społeczeństwa UPA pozostaje przede wszystkim formacją odpowiedzialną za okrutne zbrodnie. — powiedział Karol Nawrocki, prezydent RP. Ten argument dotyka realnego problemu, ale nie rozstrzyga, czy odebranie orderu jest właściwym narzędziem polityki państwa. Źródło wypowiedzi

Właśnie dlatego decyzja Zełenskiego o nazwie jednostki była politycznie niezręczna i historycznie nieodpowiedzialna wobec Polski. Ukraina walcząca o przetrwanie ma prawo budować własną narrację wojenną, ale nie powinna robić tego kosztem wrażliwości najważniejszego sąsiada, który od 2022 roku ponosi ogromne koszty militarnego, humanitarnego i politycznego wsparcia.

Ból Wołynia jest realny, odpowiedź może być błędna

Problem zaczyna się jednak tam, gdzie odpowiedź Nawrockiego przestaje być obroną polskiej pamięci, a zaczyna wyglądać jak demonstracja urazy. Order Orła Białego przyznany Zełenskiemu w 2023 roku nie był nagrodą za ukraińską politykę historyczną. Był uhonorowaniem przywódcy państwa, które zatrzymało rosyjską agresję i przez to zwiększyło bezpieczeństwo Polski oraz całej wschodniej flanki NATO.

Odebranie orderu miesza te dwie płaszczyzny. Zamiast powiedzieć Kijowowi: w tej konkretnej sprawie popełniliście błąd i oczekujemy korekty, Nawrocki uderza w symbol relacji polsko-ukraińskiej z czasu wojny. To gest efektowny, ale dyplomatycznie ubogi. Daje satysfakcję części opinii publicznej, lecz nie przybliża ani ekshumacji, ani porozumienia historyków, ani lepszej ochrony polskiej racji stanu.

Według AP Nawrocki podkreślił, że decyzja nie ma zmieniać polskiego wsparcia dla Ukrainy przeciw Rosji. Tyle że w polityce zagranicznej znaczenie mają nie tylko formalne zapewnienia, ale też obraz, który zostaje po gestach. A obraz jest prosty: prezydent Polski publicznie upokarza prezydenta walczącego państwa tuż przed wydarzeniami dotyczącymi odbudowy Ukrainy i w czasie, gdy Moskwa szuka każdej szczeliny między sojusznikami.

Reakcje z Ukrainy pokazują, że ten koszt został natychmiast zauważony. Ukraińscy urzędnicy nazwali decyzję prezentem dla Moskwy, a część z nich zapowiedziała zwrot własnych polskich odznaczeń. Premier Donald Tusk również ostrzegł, że eskalacja sporu może działać na korzyść Rosji. Nawet jeśli w tych ocenach jest polityczna gra, sedno pozostaje poważne: Polska i Ukraina weszły w spór dokładnie w punkcie, który Kreml od lat próbuje rozgrywać.

Strona ukraińska zareagowała na decyzję ostrą krytyką, wskazując na jej możliwe skutki polityczne. To prezent dla Moskwy. — ocenili ukraińscy urzędnicy, przedstawiciele władz Ukrainy. Nawet jeśli ta formuła jest częścią dyplomatycznej presji, dobrze opisuje najważniejsze ryzyko: rozgrywanie sporu przez Rosję. Źródło wypowiedzi

Gest łatwiejszy niż konsekwentna polityka

Nawrocki jako były szef IPN dobrze rozumie wagę pamięci historycznej. Tym bardziej powinien wiedzieć, że historia użyta jako narzędzie doraźnej demonstracji szybko traci powagę. Państwo, które chce skutecznie domagać się prawdy o Wołyniu, powinno budować nacisk konsekwentny, instytucjonalny i trudny do odrzucenia: ekshumacje, archiwa, edukacja, wspólne komisje, język dyplomacji i jasne warunki w relacjach dwustronnych.

Odebranie orderu jest łatwiejsze. Nie wymaga cierpliwości, nie wymaga planu i nie wymaga budowania większości po stronie ukraińskiej. Wymaga tylko prezydenckiego gestu. I właśnie dlatego wygląda małostkowo: bo zamienia wielki, tragiczny temat w ruch, który lepiej nadaje się do politycznego nagrania niż do naprawiania relacji.

Polska nie musi milczeć wobec ukraińskiej polityki pamięci. Przeciwnie: powinna mówić twardo, kiedy Kijów popełnia błędy. Ale twardość nie polega na tym, że wybiera się najbardziej widowiskowy symbol. Twardość polega na tym, że państwo potrafi rozróżnić między obroną ofiar a osłabianiem strategicznego partnerstwa w momencie, gdy za wschodnią granicą nadal trwa wojna.