Ceny ropy wyraźnie wzrosły w poniedziałek po bezpośredniej wymianie ataków między Iranem a Izraelem. Baryłka amerykańskiej ropy WTI drożała o ponad 4 dolary, a światowe giełdy rozpoczęły tydzień spadkami. Inwestorzy reagowali nie tylko na aktualne szkody, ale przede wszystkim na ryzyko, że ograniczone uderzenia przeniosą się na infrastrukturę energetyczną i szlaki transportowe.
Najważniejszym punktem pozostaje cieśnina Ormuz. Według amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej w 2024 roku i pierwszym kwartale 2025 roku przechodziła przez nią ponad jedna czwarta światowego morskiego handlu ropą oraz około jedna piąta globalnej konsumpcji ropy i produktów naftowych. Nawet krótkie ograniczenie ruchu podnosi koszty transportu, ubezpieczenia i finansowania dostaw.
Co już wiadomo
Rynek energetyczny reaguje na prawdopodobieństwo przyszłego niedoboru, zanim pojawi się on fizycznie. Rafinerie i firmy handlowe muszą zabezpieczać dostawy z wyprzedzeniem, a armatorzy wyceniają ryzyko uszkodzenia statku lub opóźnienia rejsu. Dlatego cena może rosnąć nawet wtedy, gdy bieżąca produkcja nie została jeszcze poważnie ograniczona.
Alternatywne rurociągi nie są w stanie zastąpić całego przepływu przez Ormuz. Międzynarodowa Agencja Energetyczna ocenia ich realną przepustowość na około 3,5–5,5 mln baryłek dziennie, podczas gdy przez cieśninę zwykle przechodzi około 20 mln baryłek. Jeszcze trudniejsza jest sytuacja skroplonego gazu ziemnego, ponieważ eksport Kataru i znaczna część dostaw ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich nie mają porównywalnej drogi obejścia.
Wyższa cena ropy szybko przenosi się na gospodarkę, choć z różnym opóźnieniem. Najpierw rosną notowania paliw hurtowych, koszty transportu i ceny produktów petrochemicznych. Później presję mogą odczuć kierowcy, linie lotnicze, przemysł oraz producenci żywności korzystający z nawozów i transportu. Dla banków centralnych oznacza to ryzyko ponownego wzrostu inflacji w momencie, gdy część z nich rozważa łagodzenie polityki pieniężnej.
Na giełdach szczególnie mocno traciły spółki technologiczne, które wcześniej korzystały z boomu inwestycyjnego wokół sztucznej inteligencji. Droższa energia zwiększa koszt działania centrów danych, a jednocześnie napięcie geopolityczne skłania inwestorów do ograniczania ryzykownych pozycji. Zyskiwać mogą producenci ropy i część firm obronnych, ale ten ruch nie kompensuje szerokiego pogorszenia nastrojów.
Dalszy kierunek cen będzie zależał od tego, czy Iran i Izrael zatrzymają wymianę uderzeń oraz czy żegluga przez Ormuz pozostanie bezpieczna. Jeżeli infrastruktura i tankowce nie zostaną zaatakowane, część premii za ryzyko może szybko zniknąć. Jeżeli jednak konflikt obejmie porty, rafinerie lub terminale, rynek może przejść od wyceny strachu do wyceny rzeczywistego braku podaży.