Komisja Kodeksu Żywnościowego FAO i WHO przyjęła wytyczne dotyczące ostrożnościowego oznaczania alergenów w żywności paczkowanej. Ich sens jest prosty: ostrzeżenie powinno wynikać z oceny ryzyka, a nie z automatycznego dopisywania formuły na wszelki wypadek.

Składnik to nie to samo co śladowe zanieczyszczenie

Trzeba odróżnić dwa przypadki. Jeżeli orzech jest składnikiem produktu, powinien być jasno podany w wykazie składników. Ostrzeżenie typu 'może zawierać orzechy' dotyczy sytuacji, gdy alergen mógł znaleźć się w produkcie niezamierzenie - na przykład przez wspólną linię produkcyjną. To właśnie w tej drugiej sytuacji nadużycie komunikatu prowadzi do chaosu.

Nowe wytyczne mówią, że takie oznaczenie ma pojawić się dopiero wtedy, gdy po zastosowaniu odpowiednich działań ograniczających ryzyko niezamierzona obecność alergenu przekracza ustalony poziom działania. Innymi słowy: najpierw producent ma próbować zapobiec zanieczyszczeniu, potem ocenić ryzyko, a dopiero na końcu ostrzec.

Dlaczego Codex nie zmienia prawa z dnia na dzień

To nie oznacza, że od jutra z etykiet znikną wszystkie ostrzeżenia ani że międzynarodowy dokument automatycznie zmienia prawo w Polsce. Codex tworzy standardy i wspólny język dla państw oraz handlu. Konkretne wdrożenia zależą od przepisów i organów krajowych lub unijnych. Kierunek jest jednak ważny: mniej pustych alarmów, więcej informacji, która ma znaczenie.

Dla osób z alergiami nadmiar ostrzeżeń bywa realnym ograniczeniem codzienności. Jeśli niemal każdy produkt w danej kategorii zawiera ten sam ogólny komunikat, wybór się kurczy, a zaufanie do etykiety słabnie. Z drugiej strony zbyt luźne zasady byłyby niebezpieczne. Właśnie dlatego punkt ciężkości przenosi się na dobrze udokumentowaną ocenę ryzyka.

Podczas tej samej sesji Codex zaktualizował też wytyczne dotyczące Salmonelli i Campylobacter w mięsie drobiowym oraz Listerii w żywności. Te nazwy rzadko trafiają na pierwsze strony, lecz dotyczą systemu, który ma działać zanim konsument cokolwiek zobaczy na etykiecie: higieny produkcji, monitoringu środowiska i kontroli procesu.

Do Sedna: dobra etykieta nie straszy na zapas i nie uspokaja na wyrost. Pomaga podjąć decyzję wtedy, gdy decyzja jest naprawdę potrzebna. To mało widowiskowa zmiana, ale dla milionów konsumentów może być ważniejsza niż kolejna marketingowa obietnica na froncie opakowania.