Trzydzieści pięć milionów nowych przypadków raka rocznie to liczba tak duża, że łatwo staje się abstrakcją. Oznaczałaby około 96 tys. nowych diagnoz każdego dnia. Dziś WHO mówi o 20,6 mln zachorowań i blisko 10 mln zgonów rocznie. Wzrost do 2050 r. nie wynika z jednego nowego zagrożenia. Składają się na niego starzenie i wzrost populacji, dłuższe życie, ekspozycja na czynniki ryzyka oraz nierówny dostęp do profilaktyki i leczenia.

Ta sama diagnoza, dwie szanse przeżycia

Najbardziej uderzające porównanie w raporcie nie dotyczy jednak przyszłości. W krajach o wysokich dochodach pięć lat po diagnozie raka piersi żyje 87 proc. kobiet. W krajach o niskich dochodach około 42 proc. Różnica 45 punktów procentowych nie opisuje biologii dwóch chorób. Opisuje dwa systemy: moment wykrycia, dostęp do patologii, chirurgii, radioterapii, leków i opieki po leczeniu.

Europa również wymyka się intuicji. Mieszka tu około 9 proc. ludności świata, a kontynent odpowiada za 21 proc. globalnych zachorowań i 20 proc. zgonów z powodu raka. Część tej dysproporcji wynika ze starszej struktury wieku i lepszego wykrywania. Nie można więc powiedzieć, że europejski system działa gorzej tylko dlatego, że rejestruje więcej przypadków. Można za to powiedzieć, że starzejąca się Europa musi planować onkologię jak trwałą infrastrukturę, a nie serię doraźnych programów.

Profilaktyka działa, lecz nierówno

Raport WHO przypomina, że niemal cztery na dziesięć przypadków nowotworów wiążą się z czynnikami, którym można zapobiegać lub których wpływ da się ograniczyć. Na liście są tytoń, alkohol, wysoki wskaźnik masy ciała, niedostateczna aktywność fizyczna, zanieczyszczenie powietrza oraz infekcje, w tym HPV i wirusowe zapalenie wątroby. Nie oznacza to, że każdy chory „sam jest winny”. Oznacza, że polityka podatkowa, szczepienia, jakość powietrza i projektowanie miast są częścią polityki onkologicznej.

W profilaktyce widać realny postęp. Globalne używanie tytoniu spadło od 2010 r. o 27 proc., a szczepienia i lepsza kontrola zakażeń ograniczają część nowotworów wywoływanych przez infekcje. Krajowe plany walki z rakiem ma 82 proc. państw, wobec 50 proc. w 2010 r. Problem polega na tym, że dokument nie wykonuje mammografii, a strategia nie dostarcza leku do szpitala.

WHO pokazuje tę lukę przez dostępność dwudziestu priorytetowych leków onkologicznych. W krajach o niskich i niższych średnich dochodach dostępnych jest od 9 do 54 proc. z nich. W krajach bogatych od 68 do 94 proc. To nie jest tylko różnica w nowoczesnych terapiach kosztujących fortunę. Często brakuje podstawowych, znanych od lat preparatów, bez których nawet prawidłowo postawiona diagnoza nie prowadzi do skutecznego leczenia.

Choruje także domowy budżet

Koszt choroby nie kończy się na rachunku szpitala. Pierwsze globalne badanie doświadczeń osób dotkniętych rakiem, przeprowadzone przez WHO, wskazuje, że co najmniej 45 proc. doświadcza trudności finansowych, ponad połowa zgłasza problemy ze zdrowiem psychicznym, a niemal wszyscy opiekunowie mówią o obciążeniu nieodpłatną pracą i izolacji. Rak potrafi więc odebrać rodzinie dochód w chwili, gdy zwiększa jej wydatki.

To zmienia sposób, w jaki należy czytać prognozę na 2050 r. System ochrony zdrowia nie będzie potrzebował wyłącznie większej liczby łóżek onkologicznych. Będzie potrzebował diagnostów, pielęgniarek, radioterapeutów, rehabilitacji, wsparcia psychicznego, opieki paliatywnej i osłon dla opiekunów. Leczenie jednej choroby staje się całym łańcuchem usług, a jego najsłabsze ogniwo może zniweczyć pracę pozostałych.

Dla Polski lekcja jest podwójna. Starzenie ludności będzie zwiększało liczbę diagnoz nawet przy skuteczniejszej profilaktyce. Jednocześnie część zgonów można przesunąć albo uniknąć dzięki szczepieniom HPV, ograniczeniu palenia, badaniom przesiewowym i szybszej ścieżce od podejrzenia do leczenia. W onkologii czas nie jest metaforą. Kilka miesięcy administracyjnego oczekiwania może zmienić stadium choroby, dostępne leczenie i rokowanie.

Nie każda rosnąca liczba zachorowań jest dowodem porażki. Lepsze badania wykrywają nowotwory, które wcześniej pozostawały nierozpoznane, a starzejące się społeczeństwo z definicji będzie miało więcej chorób związanych z wiekiem. Porażką jest natomiast sytuacja, w której diagnoza przychodzi za późno albo skuteczne leczenie istnieje, lecz zależy od kodu pocztowego i zasobności portfela.

Najbardziej uczciwy sens raportu WHO nie brzmi więc: rak podwoi się i nic nie można zrobić. Brzmi odwrotnie: część wzrostu jest demograficznie prawdopodobna, ale skala cierpienia nie została jeszcze przesądzona. Polityka tytoniowa, szczepienia, wczesne wykrywanie i dostęp do podstawowych leków nie są spektakularnymi przełomami. Właśnie dlatego mogą uratować więcej ludzi niż kolejna pojedyncza terapia przedstawiona jako cud.