ESRS określają, jak firmy objęte dyrektywą CSRD opisują ryzyka klimatyczne, wpływ na ludzi, bioróżnorodność, prawa człowieka i ład korporacyjny. Pierwsza fala raportów pokazała, że system potrafi zebrać dużo informacji, ale wymaga rozbudowanych zespołów, konsultantów, systemów IT i danych od dostawców. Dla części przedsiębiorstw raport stał się osobnym projektem porównywalnym z wdrożeniem dużego systemu finansowego.
Komisja proponuje krótsze i jaśniejsze standardy, więcej elastyczności oraz uproszczenie oceny istotności. Przyjęła też dobrowolny standard dla mniejszych firm pozostających poza CSRD. Ma on pełnić rolę wspólnego formularza: mały dostawca nie powinien za każdym razem odpowiadać na inny zestaw pytań banku, klienta i dużej korporacji.
Mniejszy dostawca ma dostać sufit, nie kolejną ankietę
Kluczowym zabezpieczeniem jest „value chain cap”. Duża firma objęta CSRD nie będzie mogła wymagać od mniejszego podmiotu w łańcuchu wartości więcej informacji, niż przewiduje dobrowolny standard. To próba zatrzymania regulacji przed tylnymi drzwiami. Nawet jeśli mała piekarnia, przewoźnik lub warsztat nie podlega dyrektywie, dziś może otrzymywać wielostronicowe ankiety od większego kontrahenta.
Dla firm zysk jest oczywisty: mniej wskaźników do zebrania, mniej ręcznego uzgadniania i niższy koszt audytu. Redukcja nie musi oznaczać ukrywania wpływu. Jeżeli usunięto powtarzające się pola i pytania o marginalnej wartości, krótszy raport może być lepszy niż dokument liczący setki stron, w którym najważniejsza informacja ginie w tabelach.
Koszt może przenieść się z firmy na rynek
Inwestor patrzy jednak z innej strony. Kapitał porównuje nie tylko deklaracje, lecz ekspozycję firmy na ceny energii, suszę, regulacje, pozwy i zerwane dostawy. Jeśli każda spółka wybierze inny zestaw danych, raporty będą krótsze, ale mniej porównywalne. Koszt administracyjny zniknie z firmy i pojawi się u analityka, banku albo ubezpieczyciela, który będzie musiał uzupełniać brakujące informacje własnymi modelami.
Organizacje społeczne obawiają się jeszcze innej utraty. Dane środowiskowe i pracownicze są narzędziem kontroli wpływu przedsiębiorstwa, nie tylko ryzyka finansowego. Firma może uznać część informacji za nieistotną dla wyniku, choć są one istotne dla społeczności przy zakładzie lub pracowników dostawcy. Spór dotyczy więc tego, kto ma prawo definiować „istotność”.
Komisja odpowiada, że standardy nadal mają obejmować zarówno ryzyko dla firmy, jak i wpływ firmy na ludzi oraz środowisko. Ta podwójna istotność pozostaje rdzeniem europejskiego podejścia. Uproszczenie procesu ma ograniczyć zbieranie danych bez jasnego związku z jednym z tych dwóch wymiarów. W praktyce jakość będzie zależeć od tego, jak przedsiębiorstwo udokumentuje decyzję o pominięciu wskaźnika.
Polskie firmy mogą odczuć zmianę nawet wtedy, gdy same nie podlegają CSRD. Eksporter, podwykonawca przemysłowy albo firma transportowa jest częścią łańcucha większej spółki i bankowego portfela. Wspólny dobrowolny standard może ograniczyć liczbę ankiet, ale nie usunie pytań o energię, emisje czy warunki pracy, jeśli te dane wpływają na kontrakt i finansowanie.
Nowe standardy nie obowiązują jeszcze automatycznie. Po przyjęciu przez Komisję trafiły do Parlamentu Europejskiego i Rady na dwumiesięczny okres kontroli, który może zostać wydłużony o kolejne dwa miesiące. Instytucje mogą zgłosić sprzeciw, lecz nie przepisują aktu punkt po punkcie. Firmy powinny więc przygotować się na kierunek zmian, ale nie usuwać obecnych procesów przed zakończeniem procedury.
Najgorszym skutkiem byłoby potraktowanie redukcji o 60 lub 70 proc. jako celu samego w sobie. Dobry standard nie jest najkrótszy. Jest wystarczająco krótki, by dane były rzetelne, i wystarczająco wspólny, by można było porównać spółki. O sukcesie reformy zdecyduje nie liczba wykreślonych rubryk, lecz to, czy bank, inwestor i pracownik nadal zobaczą najważniejsze ryzyko w tym samym miejscu.