Na zachodnim wybrzeżu Antarktydy brakuje około 650 tys. km kw. zimowego lodu morskiego w porównaniu ze średnią z lat 1991–2020. To obszar zbliżony wielkością do Francji. Morze Bellingshausena, które w czerwcu powinno być w znacznej części skute lodem, pozostaje niemal całkowicie odsłonięte.

Mróz może być jednocześnie rekordowym ciepłem

Zjawisko występuje w środku antarktycznej zimy. Pokrywa lodowa zwykle rozszerza się wtedy wokół kontynentu i osiąga największy zasięg we wrześniu. Brak lodu na tak wczesnym etapie sezonu oznacza, że system zaczyna dalszą część zimy z dużym deficytem.

Według danych satelitarnych 10 czerwca wokół całej Antarktydy znajdowało się około 11,4 mln km kw. lodu morskiego wobec długoterminowej średniej około 12,6 mln km kw. Największa anomalia koncentruje się na zachodzie, ale jej skala wpływa na wynik całego kontynentu.

To trzeci raz w ciągu czterech lat, gdy region Morza Bellingshausena notuje bardzo niski poziom lodu. Powtarzalność zwiększa niepokój naukowców. Pojedynczy sezon może wynikać z naturalnej zmienności, lecz seria podobnych zdarzeń wskazuje na potrzebę zbadania trwałych zmian w oceanie i atmosferze.

Pogoda staje się sygnałem dopiero w dłuższej serii

Lód morski jest ważnym środowiskiem dla kryla, który żywi się glonami rozwijającymi się pod pokrywą. Kryl stanowi podstawę łańcucha pokarmowego dla ryb, pingwinów, fok i wielorybów. Brak zimowego schronienia może wpływać na przeżywalność młodych osobników i dostępność pokarmu w kolejnych sezonach.

Lądolód i lód morski odpowiadają na inne pytania

Pokrywa lodowa tworzy również platformę potrzebną niektórym gatunkom do rozrodu. Wcześniejsze załamania lodu doprowadzały do masowej śmierci piskląt pingwina cesarskiego, które trafiały do wody przed wykształceniem wodoodpornego upierzenia. Skutek biologiczny zależy nie tylko od powierzchni lodu, lecz także od czasu jego powstania i rozpadu.

Brak lodu może wzmacniać lokalne ocieplenie. Ciemny ocean pochłania więcej energii niż jasna powierzchnia lodowa, a otwarta woda oddaje ciepło do atmosfery. Naukowcy badają, czy deficyt pokrywy zwiększył intensywność niedawnej fali ciepła na Półwyspie Antarktycznym, gdzie temperatura sięgnęła 15,4 stopnia Celsjusza.

Lód morski nie podnosi bezpośrednio poziomu oceanów po stopieniu, ponieważ już pływa. Chroni jednak wybrzeże i wpływa na warunki oceaniczne przy szelfach lodowych. Otwarta woda oraz fale mogą zwiększać erozję lodu przybrzeżnego, a cieplejszy ocean może docierać do lodowców Pine Island i Thwaites.

Największą niewiadomą pozostaje mechanizm. Zmiany wiatrów i temperatury oceanu mogą ograniczać tworzenie pokrywy oraz odsuwać ją od wybrzeża. Naukowcy próbują ustalić, jak duża część obserwacji wynika z naturalnej zmienności, a jak duża z długoterminowego ocieplenia i zmian cyrkulacji.

Pomiary polarne wymagają ciągłości satelitów, boi oceanicznych i stacji badawczych. Dopiero połączenie temperatury wody, zasolenia, wiatru i grubości lodu pozwala wyjaśnić, dlaczego ten sam region traci pokrywę w kolejnych latach.

Znaczenie rekordu pokaże mechanizm atmosferyczny

Znaczenie zdarzenia wykracza poza Antarktydę. Ocean Południowy magazynuje ogromne ilości ciepła i dwutlenku węgla, a stan lodu wpływa na ekosystem oraz wymianę energii między oceanem i atmosferą. Jeżeli niski zasięg stanie się nową normą, konsekwencje będą narastały przez lata, a nie przez jeden spektakularny dzień.