Światowa Organizacja Zdrowia wchodzi w okres głębokiej redukcji zatrudnienia. Według informacji przedstawianych pracownikom i relacji międzynarodowych mediów z organizacji ma zniknąć ponad dwa tysiące stanowisk, czyli znacząca część globalnej kadry. Cięcia są odpowiedzią na lukę finansową, której nie da się szybko zasypać składkami pozostałych państw.

WHO utrzymuje centralę w Genewie, sześć biur regionalnych i sieć przedstawicielstw krajowych. Zatrudnia epidemiologów, lekarzy, analityków danych, logistyków, prawników, ekspertów od leków i specjalistów pomagających ministerstwom zdrowia. Ograniczenie etatów nie jest więc zwykłą redukcją administracji jednej instytucji, lecz zmianą przepustowości całego systemu współpracy zdrowotnej.

Model finansowania pękł szybciej, niż miał się zmienić

Presję pogłębiło wycofywanie finansowania przez największych darczyńców, w tym Stany Zjednoczone. Przez lata znaczna część budżetu WHO pochodziła z dobrowolnych wpłat przeznaczonych na określone programy. Taki model pozwala finansować priorytety darczyńców, ale utrudnia przenoszenie pieniędzy tam, gdzie pojawia się nowe i nieprzewidziane zagrożenie.

Państwa członkowskie zwiększały w ostatnich latach obowiązkowe składki, aby organizacja miała więcej elastycznych środków. Proces jest jednak stopniowy, a utrata dużego finansowania nastąpiła szybciej niż wzrost wpłat podstawowych. W rezultacie WHO musi jednocześnie oszczędzać i utrzymywać gotowość do reagowania na ogniska chorób, katastrofy oraz kryzysy humanitarne.

Najdroższa może być utrata ludzi, nie biurek

Najłatwiej zauważyć zamknięty program lub zwolniony zespół. Trudniej dostrzec utratę pamięci instytucjonalnej. Specjalista, który przez lata znał laboratoria, urzędników i procedury w konkretnym regionie, nie jest natychmiast zastępowany przez dokumentację. Przy kryzysie liczą się także relacje, zaufanie i zdolność szybkiego odróżnienia słabego sygnału od fałszywego alarmu.

Nadzór epidemiologiczny działa jak sieć. Dane powstają lokalnie, następnie są weryfikowane, łączone i porównywane ponad granicami. Jeżeli ubywa personelu na którymkolwiek etapie, ostrzeżenie może pojawić się później albo być mniej precyzyjne. Kilka dni opóźnienia w początkowej fazie epidemii potrafi zmienić skalę późniejszych kosztów.

Bezpieczeństwo tworzą zadania, których zwykle nie widać

Redukcje mogą także osłabić pracę, która nie trafia na pierwsze strony gazet: ocenę jakości szczepionek i leków, opracowywanie zaleceń klinicznych, walkę z opornością na antybiotyki oraz wspieranie krajów w budowaniu laboratoriów. To zadania, których efekt polega często na tym, że kryzys nie następuje.

WHO nie jest światowym ministerstwem zdrowia. Nie może wejść do państwa bez współpracy jego władz, zmusić rządu do udostępnienia danych ani samodzielnie sfinansować całego systemu ochrony zdrowia. Organizacja zapewnia standardy, koordynację, ekspertyzę i wspólny obraz sytuacji. Jej słabość nie zwalnia państw z odpowiedzialności, lecz zwiększa koszt ich samodzielnego działania.

Reforma i racjonowanie to nie to samo

Krytycy WHO wskazują na rozbudowane procedury, powolne decyzje i potrzebę koncentracji na podstawowych zadaniach. Część reorganizacji może rzeczywiście uprościć strukturę oraz ograniczyć nakładające się kompetencje. Nie każda likwidacja stanowiska oznacza zatem taki sam spadek bezpieczeństwa.

Problem zaczyna się wtedy, gdy wysokość cięć wynika przede wszystkim z nagłej dziury budżetowej, a dopiero później dopasowuje się do niej strategię. W takiej sytuacji reformę organizacyjną łatwo pomylić z racjonowaniem zdolności. Oszczędność jest natychmiastowa i policzalna, natomiast koszt późniejszej reakcji pozostaje hipotetyczny aż do dnia, w którym przestaje nim być.

Skutki najmocniej odczują słabsze państwa

Dla państw o silnych instytucjach osłabienie WHO oznacza konieczność większych inwestycji we własne analizy i współpracę regionalną. Dla krajów o słabszych laboratoriach oraz systemach danych może oznaczać utratę wsparcia, którego nie zastąpi krajowy budżet. Skutki redukcji będą więc nierówne, choć patogeny nie respektują różnic dochodowych.

Najbliższe miesiące pokażą, które funkcje WHO zostaną ochronione, a które ograniczone. Sama liczba zwolnionych osób nie odpowie na pytanie o bezpieczeństwo. Potrzebne są informacje o rozmieszczeniu cięć, czasie wykrywania zagrożeń, obsadzie zespołów kryzysowych i zdolności utrzymania pracy w państwach najbardziej zależnych od pomocy.