W lipcowej aktualizacji World Economic Outlook MFW prognozuje 3 proc. wzrostu światowej gospodarki w 2026 r. oraz 3,4 proc. w 2027 r. Fundusz podkreśla, że liczby zależą od założeń: w jego scenariuszu cieśnina Ormuz zaczyna otwierać się w połowie lipca, a warunki handlowe normalizują się do marca 2027 r. Prognoza nie jest zatem przepowiednią, lecz opisem świata pod określonymi warunkami.

Prognoza ma warunki zapisane drobnym drukiem

Pierwszy scenariusz jest łagodniejszy. Handel energią wraca stopniowo do normy, ceny przestają szarpać inflacją, a firmy mogą planować inwestycje. W takim świecie wzrost technologiczny - zwłaszcza inwestycje związane z AI - może częściowo równoważyć szkody po stronie energii. Korzystają przede wszystkim gospodarki mające kapitał, kompetencje i miejsce w łańcuchach technologicznych.

Drugi scenariusz zaczyna się od ponownego pogorszenia bezpieczeństwa i problemów z transportem. Wtedy rosną ceny surowców, drożeją ubezpieczenia oraz fracht, a banki centralne dostają mniej swobody do obniżania stóp. Dla gospodarstw domowych ta droga nie musi oznaczać wielkiego globalnego kryzysu, ale może oznaczać uporczywie droższe paliwo, jedzenie i usługi.

Dwa światy jednego wzrostu

MFW oczekuje, że wzrost w strefie euro wyniesie 0,9 proc. w 2026 r., a w 2027 r. 1,2 proc. To przypomnienie, że średnia światowa nie jest dobrą miarą sytuacji Europy. Region importujący energię może odczuwać wyższe koszty mocniej niż państwo będące eksporterem paliw albo centrum inwestycji technologicznych. Polska jest częścią tego europejskiego obrazu: korzysta z globalnego handlu, ale wrażliwa jest na energię i nastroje konsumentów.

Nie należy też przeceniać samego hasła 'AI'. Fundusz widzi w szybszym wdrażaniu technologii możliwe źródło wzrostu, ale jednocześnie zalicza rozczarowanie zyskami z AI do ryzyk. Inwestycje w centra danych, półprzewodniki i oprogramowanie mogą zwiększać produktywność. Mogą też tworzyć bańkę, jeśli oczekiwania wyprzedzą realne zastosowania. To nie jest sprzeczność, tylko typowy obraz cyklu inwestycyjnego.

Do Sedna: 3 proc. wzrostu globalnego nie oznacza, że świat wrócił do spokojnej normalności. Oznacza raczej, że gospodarka ma jeszcze siłę, by absorbować część szoku. Pytanie brzmi, jak ten koszt zostanie podzielony. Najbardziej narażeni są ci, którzy importują energię, mają mało przestrzeni budżetowej i nie korzystają z technologicznego przyspieszenia.