Stany Zjednoczone uruchomiły dochodzenie handlowe wobec Niemiec w sprawie cen innowacyjnych leków. Jak opisują Le Monde, FT i WSJ, chodzi o procedurę Section 301, która pozwala administracji USA badać praktyki uznane za niesprawiedliwe wobec amerykańskiego handlu i w razie potrzeby odpowiadać środkami odwetowymi.

Waszyngton twierdzi, że niemiecki system zbyt mocno obniża ceny innowacyjnych terapii, przez co amerykańscy pacjenci ponoszą nieproporcjonalną część kosztów badań i rozwoju. To argument znany od lat: USA płacą bardzo dużo za leki, więc administracja próbuje zmusić inne bogate państwa do podniesienia własnych cen zamiast ograniczać ceny w kraju.

Berlin znalazł się na celowniku, bo pracuje nad reformą, która ma zwiększyć obowiązkowe rabaty producentów i ograniczyć wydatki systemu zdrowia. Dla niemieckiego rządu to sprawa budżetu publicznego i stabilności ubezpieczeń zdrowotnych. Dla amerykańskich koncernów farmaceutycznych to sygnał, że największa gospodarka Europy może obniżyć atrakcyjność rynku.

Refundacja jako narzędzie nacisku

Spór jest szczególnie niewygodny, bo pojawia się kilka dni po zatwierdzeniu porozumienia celnego UE-USA. Umowa miała ustabilizować relacje transatlantyckie, a tymczasem Washington używa innego narzędzia, żeby naciskać na konkretny kraj członkowski. To pokazuje, że porozumienie celne nie kończy polityki presji, tylko przenosi ją do bardziej wyspecjalizowanych sektorów.

Niemcy odpowiadają argumentem kompetencji państwa. Ceny i refundacja leków są częścią polityki zdrowotnej, a ta należy do najbardziej wrażliwych obszarów społecznych. Jeżeli zewnętrzny partner handlowy zaczyna kwestionować poziom cen w systemie publicznym, spór przestaje dotyczyć tylko firm i staje się pytaniem o granice suwerenności państwa opiekuńczego.

Innowacje kosztują, ale rachunek ma granice

Nie oznacza to, że Europa może zignorować argument o innowacjach. Nowe leki są drogie, badania ryzykowne, a firmy wybierają miejsca inwestycji. Jeśli ceny zostaną ścięte zbyt mocno, część koncernów może opóźniać wejście terapii na rynek albo przenosić inwestycje. Już teraz w reakcji na niemieckie plany pojawiły się zapowiedzi ograniczania projektów przez część firm.

Problem polega na tym, że model amerykański również nie jest rozwiązaniem. Bardzo wysokie ceny leków w USA stały się symbolem systemu, który potrafi finansować innowacje, ale często zostawia pacjenta z rachunkiem nie do udźwignięcia. Europa nie chce kopiować tego modelu, bo jej systemy zdrowia opierają się na solidarności i negocjowanej sile publicznego płatnika.

Dla Polski spór jest ważny z dwóch powodów. Po pierwsze, pokazuje presję, która może w przyszłości dotknąć także inne kraje. Po drugie, przypomina, że polityka lekowa nie jest już wyłącznie sprawą ministerstwa zdrowia. To element gospodarki, inwestycji, bezpieczeństwa dostaw i relacji handlowych z największymi partnerami.

Jeżeli USA będą traktować ceny leków jako narzędzie negocjacji handlowych, Unia będzie musiała odpowiedzieć wspólnie. Pojedyncze państwo, nawet Niemcy, łatwiej poddać presji niż cały rynek europejski. Wspólna odpowiedź nie musi oznaczać jednej ceny dla całej UE, ale może oznaczać wspólne zasady reagowania na zewnętrzny nacisk.

Największe ryzyko dla Europy polega na tym, że spór o farmację zostanie rozegrany między dwoma uproszczeniami: „koncerny chcą tylko zysku” i „publiczne systemy zabijają innowacje”. Prawdziwa odpowiedź musi być trudniejsza: leki powinny być dostępne, innowacje finansowane, a państwa nie mogą oddać polityki zdrowotnej w ręce partnera handlowego.